Spotkanie miało być proste - zebrać ekipę, odpalić kilka klasycznych shooterów i po prostu pograć jak dawniej. W czasach, gdy coraz mniej osób miało ochotę na spotkania offline, udało się zebrać dziesięcioosobową grupę chętnych, którym wciąż brakowało klimatu wspólnej gry przy jednym stole.
Atmosfera była dokładnie taka, jakiej można się było spodziewać - wesoła, głośna i, jak to często bywało, lekko zakrapiana.
Drużyny ułożyły się w sposób naturalny, ale nieprzypadkowy - jedną zorganizowali admini, a drugą ness. Ten podział dodał rywalizacji wyraźnego charakteru i sprawił, że każda mapa miała swój ciężar.
Choć podobnych "shooter nightów" odbyło się przez lata kilka, to właśnie ten miał najbardziej turniejowy charakter. To jedyne takie spotkanie, które zachowało się w pamięci - i w archiwach - jako przykład tego, że nawet w małym gronie można stworzyć coś, co zostaje na długo.