Nasza wspólna historia zaczęła się od I półrocza 2007. Od tamtej pory zorganizowano 26 turniejów LAN, które trafiły do naszego archiwum, ale podobnych wydarzeń było znacznie więcej. W tym czasie na scenie pojawiło się już 63 zawodników, którzy tworzyli niepowtarzalną atmosferę każdego spotkania. To już 19 lat wspólnego grania, emocji i rywalizacji. Ta strona powstała po to, by zebrać wspomnienia i pokazać w jednym miejscu, jak duży kawał historii mamy już za sobą.
01/04/2007
Ten LAN był początkiem wszystkiego - pierwszą próbą nadania domowym rozgrywkom odrobiny profesjonalizmu. W czasach, gdy kawiarenki internetowe przeżywały swój najlepszy okres, postanowiliśmy stworzyć coś podobnego w domu, tylko po swojemu. Tym razem chodziło nie tylko o granie, ale o zbudowanie czegoś, co przypominało prawdziwy turniej.
Atmosfera od samego początku była wyjątkowa. Pojawił się pomysł, który z czasem stał się tradycją - każda drużyna grała w osobnym pokoju (Reda i Jody). Dzięki temu emocje, krzyki i śmiech rozchodziły się po całym domu niczym dźwięki stadionu.
Składy ustalono prosto: doświadczeni kontra mniej ogarnięci (2 vs. 3). Mimo skromnej liczby uczestników wszystko miało w sobie coś wyjątkowego. Do dziś wspominany jest "bieg po głowie" kolegi z drużyny na de_aztec - sytuację tak nietypową, że trudno byłoby w nią uwierzyć, gdyby nie to, że została uwieczniona na filmie.
To wydarzenie zapisało się jako pierwszy prawdziwy LAN - nie tylko z powodu rywalizacji, ale dlatego, że wtedy właśnie narodziła się tradycja, która z czasem przerodziła się w coś znacznie większego.
27/07/2007
Rewanż, który miał rozstrzygnąć wcześniejsze, zakończone remisem starcie, odbył się w nietypowych okolicznościach. Choć spotkanie zaplanowano na klasyczną godzinę wieczorną, rozpoczęło się dopiero po północy - zapis czasu w demku nie pozostawia wątpliwości.
Późna pora mogła być efektem popularnych w tamtym okresie problemów technicznych, ale też luźnej atmosfery, jaka zwykle towarzyszyła takim wydarzeniom. Niektórzy uczestnicy, zwłaszcza z drużyny Valentine, najwyraźniej zdążyli już dobrze uczcić wieczór - co dobitnie widać po końcowym wyniku.
Team Magma pewnie wygrał, potwierdzając swoją przewagę nad rywalem. Mecz rozegrano w systemie MR12, choć nietypowo - do końca wszystkich 24 rund, bez wcześniejszego zakończenia po zdobyciu wymaganej liczby punktów.
Ciekawostką pozostaje fakt, że w pamiątkowym filmie z LAN-u błędnie podano wynik spotkania. Mimo tego drobnego detalu, rewanż na długo zapisał się w pamięci jako jednoznaczne zwycięstwo Team Magma.
01/10/2008
Tym razem wszystko nabrało większego rozmachu. Udało się zebrać osiem osób, co jak na tamte realia było naprawdę imponujące. To już nie było kameralne spotkanie w stałym gronie - pojawili się też znajomi, a sam LAN zyskał zupełnie nowy wymiar.
Dla wielu uczestników była to pierwsza tego typu impreza, więc emocje sięgały zenitu. Każdy chciał pokazać się z jak najlepszej strony, a przy tym czuć klimat wspólnej zabawy, który od początku tworzył niepowtarzalną atmosferę.
To wydarzenie zapisało się nie tylko ze względu na samą rywalizację, ale też dlatego, że właśnie wtedy Red zaczął tworzyć pierwsze profesjonalne filmy z LAN-ów. To był moment, w którym spontaniczne granie zaczęło przeradzać się w coś, co z czasem stało się częścią wspólnej historii.
01/03/2009
Pomysł na spotkanie pojawił się naturalnie - czas było rozegrać rewanż po poprzednim LAN-ie. Tym razem jednak do gry dołączyli nowi zawodnicy, którzy chcieli poczuć klimat wspólnej rywalizacji. Nikt nie spodziewał się, że z prostego pomysłu wyniknie coś tak dużego - frekwencja znów dopisała, a licznik uczestników zatrzymał się na imponującej liczbie jedenastu osób.
Z każdym kolejnym spotkaniem widać było, że LAN-y zaczynają nabierać coraz bardziej zorganizowanego charakteru, choć wciąż zachowywały swój luźny, towarzyski klimat.
Rozgrywka toczyły się w klasycznym formacie 5 na 5, choć tym razem jedna z drużyn miała sześciu zawodników. Zmieniali się między mapami, co dodawało rywalizacji świeżości i odrobiny zamieszania. Każdy chciał dorzucić swoje kilka rund, a całość przypominała mini-turniej z prawdziwego zdarzenia.
25/07/2009
To spotkanie miało być wielkim finałem - trzecim i ostatecznym starciem między drużynami Haxornia i Ozona. W teorii miał to być pojedynek, który raz na zawsze rozstrzygnie, kto zasługuje na miano lepszej drużyny. W praktyce… wszystko potoczyło się trochę inaczej.
Frekwencja dopisała - dziesięciu graczy i najlepsza organizacja spośród wszystkich dotychczasowych LAN-ów. Wszystko działało idealnie, przynajmniej na początku. Niestety, z biegiem wieczoru coraz bardziej dało się odczuć "dodatkowy czynnik" w postaci solidnego upojenia drużyny Ozona, co nieco zaburzyło sportowy balans.
Rywalizacja szybko stała się jednostronna, a całe spotkanie - choć wciąż pełne emocji - przeszło do historii w nieco inny sposób, niż planowano. Ostatecznie uznano, że nie zasługuje na miano "trójki" w tej legendarnej serii i ochrzczono je półżartem jako Haxornia vs Ozona 2.5.
W pamięci zapisał się też inny szczegół - Sołtys, dotychczasowy zawodnik Haxornii, tym razem wystąpił w roli fotografa i kamerzysty. Dzięki niemu to nietypowe spotkanie, mimo wszystko, zostało dobrze udokumentowane i na stałe wpisało się w lanowe archiwum.
13/11/2009
Spotkanie miało klasyczny początek - po prostu chęć, żeby się zebrać, pograć i spędzić razem trochę czasu. W tamtym okresie takie wydarzenia miały swój niepowtarzalny urok - każdy chciał wpaść, zobaczyć znajome twarze i znów poczuć klimat wspólnej gry w jednym miejscu.
Tym razem skład okazał się wyjątkowo różnorodny. Obok weteranów pojawiło się wielu nowych, młodszych graczy, którzy wnieśli świeżą energię i odrobinę chaosu. Próbowano to wszystko zbilansować, ale jak to zwykle bywa - plan swoje, a życie swoje.
W trakcie rozgrywek szybko stało się jasne, że doświadczenie nie zawsze idzie w parze z trzeźwością. Starsi bawili się najlepiej, ale wyniki nie pozostawiały złudzeń - młodsze pokolenie zaczynało przejmować pałeczkę. Atmosfera była lekka, pełna śmiechu, a każda kolejna mapa bardziej przypominała towarzyskie spotkanie niż poważny turniej.
To spotkanie okazało się przełomowe - po raz pierwszy pojawiła się tak duża liczba uczestników, co otworzyło zupełnie nowe perspektywy na przyszłość. Mimo różnic, łączyło wszystkich jedno - ta sama radość z grania razem, która zawsze była sercem każdego LAN-a.
18/02/2010
Zimowe ferie przyniosły spontaniczny pomysł na LAN-a, który szybko przerodził się w pełne emocji spotkanie. Mimo planów rozpoczęcia o rozsądnej godzinie, pierwsze gry ruszyły dopiero po 22 - klasyka, biorąc pod uwagę ówczesne problemy techniczne.
Dziewięcioosobowa ekipa została podzielona tak, by siły były możliwie wyrównane. Grano mecz za meczem, na różnych mapach, a system rozgrywek zmieniał się między MR12 i MR15 w zależności od wielkości lokacji.
Choć rozegrano wiele map, tylko siedem z nich zaliczono do oficjalnej rywalizacji. W pewnym momencie jeden z zawodników drużyny Wschód zakończył udział przed czasem - prawdopodobnie w wyniku intensywnej celebracji i naturalnej potrzeby snu.
Cały wieczór, mimo drobnych przeszkód, zapisał się w pamięci jako spontaniczne, pełne energii spotkanie w duchu rywalizacji i dobrej zabawy.
12/01/2011
To był LAN inny niż wszystkie. Tym razem nie chodziło o klasyczne drużynowe pojedynki czy wspólne oblężenie bombsite’u. Wraz z premierą nowej gry, która szturmem podbiła scenę esportową, narodził się pomysł, by spróbować czegoś świeżego. Ośmiu znajomych, każdy z własną strategią, ulubioną rasą i planem na zwycięstwo - i tak, zupełnie spontanicznie, narodził się pierwszy LAN poświęcony StarCraftowi II.
Atmosfera była dokładnie taka, jakiej można się było spodziewać - mieszanka poważnej rywalizacji i klasycznej, towarzyskiej libacji. Z jednej strony próby makro i mikro, z drugiej - makro ilości trunków. Śmiech, emocje i momenty, w których trudno było stwierdzić, kto właściwie jeszcze gra, a kto już tylko "obserwuje rozgrywkę z dystansu".
To był LAN, który po raz pierwszy pokazał, że nie trzeba strzelać, żeby poczuć emocje. Wystarczy kilku znajomych, trochę rywalizacji i gra, która na chwilę zatrzymała wszystkich w tym samym pokoju.
29/06/2011
Początek wakacji przyniósł spontaniczny pomysł - zorganizować LAN-a z okazji wyjazdu tytułowego Rycha. Zawsze chcieliśmy zrobić coś większego, a ten moment w końcu dał nam taką możliwość - jego salon, z powodu wyjazdu, stał pusty i aż prosił się o wykorzystanie. Nikt jednak nie spodziewał się, że pomysł przerodzi się w coś znacznie większego. Frekwencja przerosła oczekiwania, a Rychu CS Cup szybko zamienił się w pełnoprawny turniej.
Emocje sięgały zenitu, bo po raz pierwszy zagrały aż cztery drużyny po czterech zawodników. Organizacyjnie wszystko wyglądało jak prawdziwe zawody - harmonogram, faza grupowa i finał, na który wszyscy czekali. Atmosfera przypominała miniaturowy e-sportowy event, tyle że w salonie Rycha.
Właśnie finał okazał się najbardziej pamiętnym momentem. Awaria prądu przerwała rozgrywkę, a przerwa techniczna szybko przerodziła się w luźną imprezę. Drużyna Banelings, która wcześniej bez trudu pokonała Tchnienie, w przerwie świętowała chyba nieco za wcześnie. Gdy mecz wznowiono, gra wyglądała zupełnie inaczej - niektórzy z zawodników do dziś nie pamiętają, jak się skończyło.
Ten LAN przeszedł do historii nie tylko przez emocje i nieoczekiwany finał, ale też dlatego, że zapoczątkował nową tradycję. Od tamtej pory większe turnieje w CS 1.6 zaczęły nosić imię Rycha - gospodarza, który nawet nieobecny potrafił zapewnić idealne warunki do gry.
16/03/2012
Po sukcesie poprzedniego LAN-a decyzja mogła być tylko jedna - powtórzyć to, co się sprawdziło. Pomysł był prosty: zrobić wszystko dokładnie tak samo, tylko jeszcze lepiej. Skoro raz się udało, nie było sensu eksperymentować. Chodziło o to, by znów zebrać ludzi, uruchomić komputery i przeżyć ten sam klimat, który rok wcześniej dał wszystkim tyle frajdy.
Organizacja poszła wyjątkowo sprawnie. Każdy wiedział już, co robić, więc wszystko zadziałało jak dobrze naoliwiona maszyna. Cztery drużyny po czterech zawodników, harmonogram dopięty, a atmosfera - jak zawsze - na najwyższym poziomie. Śmiech, emocje i pełne skupienie przeplatały się z typowym lanowym chaosem, który tylko dodawał uroku.
Choć sam przebieg rozgrywek nie przyniósł większych niespodzianek, to właśnie ten LAN zapisał się w pamięci z innego powodu. To wtedy powstał jeden z najbardziej kultowych filmików w historii naszych spotkań - materiał, który przez lata obrósł legendą
13/04/2012
Spotkanie z FIFA Street był jednym z tych spontanicznych spotkań, które zrodziły się z czystej ciekawości i chęci spróbowania czegoś innego. W czasach, gdy większość skupiała się na klasycznych tytułach, my postanowiliśmy pójść w zupełnie innym kierunku - uliczna piłka, widowiskowe triki i zabawa bez presji.
Atmosfera od początku była lekka i wesoła. Mecz za meczem rozgrywano w szybkim tempie, a cały turniej zakończył się zanim ktokolwiek zdążył się znudzić. Krótkie spotkania tylko podkręcały tempo rywalizacji - więcej śmiechu, mniej kalkulacji, pełen luz.
Każdy wybierał swoją ulubioną lub "drugą ulubioną" drużynę, co samo w sobie stało się częścią zabawy. Największe emocje wzbudził Sołtys, który sięgnął po Borussia Dortmund tylko dlatego, że grał tam Robert Lewandowski - wówczas jeszcze młody, ale już budzący ogromne nadzieje napastnik.
Nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze ktoś zorganizuje LAN-a z FIFA Street, ale gdyby tak się stało - poprzeczka została zawieszona zaskakująco wysoko.
25/08/2012
Zaledwie kilka miesięcy po poprzednim wydarzeniu znów udało się zebrać ekipę. W tamtym okresie organizacja LAN-ów przychodziła z łatwością - każdy miał ochotę przyjść, zagrać i przeżyć jeszcze jeden wieczór w tym samym klimacie. Entuzjazm był tak duży, że nie trzeba było nikogo specjalnie namawiać - wystarczyło, że Rychu wyjechał, a reszta robiła się sama.
Tym razem główną atrakcją był seans filmiku z poprzedniego LAN-a. Oglądanie siebie sprzed kilku miesięcy, w emocjach i śmiechu, natychmiast podniosło morale i wprowadziło wszystkich w odpowiedni nastrój. Niby drobiazg, ale właśnie takie momenty tworzyły tę niepowtarzalną atmosferę.
Sama rywalizacja przebiegła w typowo lanowym stylu - z zaangażowaniem, humorem i odpowiednią dawką luzu. Mecz o trzecie miejsce przeszedł do historii jako pojedynek "ekip pijących", a wygrała ta, która... wypiła trochę mniej.
01/12/2012
Drugi LAN poświęcony StarCraftowi II był naturalną kontynuacją poprzedniego - nikt nie musiał nikogo przekonywać, że warto to powtórzyć. Nadciągający dodatek do gry był idealnym pretekstem, by jeszcze raz zasiąść przy komputerach i sprawdzić, kto przez ten czas naprawdę doszlifował swoje makro. Format pozostał ten sam - prosto, kameralnie, z odrobiną sportowej ambicji i pełną świadomością, że najważniejsze i tak będzie wspólne granie.
W porównaniu z pierwszym spotkaniem pojawiło się kilka zmian. Niektórzy porzucili swoje dotychczasowe rasy, szukając nowych pomysłów na zwycięstwo, a wśród uczestników pojawiła się też świeża twarz na naszej scenie SC2. Organizacja przebiegła bez zaskoczeń - każdy wiedział, co robić, gdzie siedzieć i jaką ścieżkę rozwoju wybrać.
Atmosfera była równie dobra jak poprzednio - może nieco spokojniejsza, ale wciąż z tym samym luzem, żartami i rozmowami przy monitorach, które trwały dłużej niż niejedna rozgrywka. Wszyscy wiedzieli już, że nie chodzi o wynik, tylko o to, żeby znów przez kilka godzin poczuć się jak wtedy - gdy liczyła się strategia, refleks i wspólne śmiechy po zbyt ryzykownym ataku.
Drugi StarCraftowy LAN nie próbował niczego zmieniać ani poprawiać. Po prostu potwierdził, że pewne pomysły działają najlepiej wtedy, gdy są proste. I że czasem wystarczy jeden wieczór, żeby znowu przypomnieć sobie, dlaczego to wszystko tak lubimy.
18/07/2015
Po kilku latach przerwy cykl Rychu CS Cup powrócił z przytupem. Przez pewien czas wydawało się, że era LAN-ów dobiegła końca - pojawienie się CS:GO i łatwy dostęp do gier przez internet skutecznie zmniejszyły chęć spotykania się offline. Jeden ze stałych bywalców wypowiedział nawet takie słowa: "Po co się spotykać w domu, jak można pograć przez internet?".
Mimo to tęsknota za wspólnym graniem i starym klimatem zrobiła swoje. Kiedy w końcu postanowiliśmy wrócić, zrobiliśmy to z rozmachem - po raz pierwszy udało się zebrać aż dwadzieścia osób.
Rychu tym razem nigdzie się nie wybierał, więc organizację wzięliśmy w swoje ręce. Padło na nowe miejsce - Darzlubie - i trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Skala przedsięwzięcia wymagała porządnego przygotowania, ale wszystko poszło perfekcyjnie. Sprzęt, sieć, harmonogram, a nawet zapasy - wszystko dopięte na ostatni guzik. W zgodnej opinii uczestników, poziom organizacji tego LAN-a do dziś pozostaje wzorem.
Pierwszy raz w historii udało się rozegrać pełnoprawny turniej 4 drużyn po 5 zawodników. Emocje były ogromne, a rywalizacja - zacięta, choć jak zawsze podszyta humorem. W tle rozgrywał się jednak zupełnie inny "turniej" - nie przy komputerach, a przy butelkach. Jeden z uczestników, znany ze swoich nieprzeciętnych zdolności w dziedzinie konsumpcji napojów wysokoprocentowych, postanowił podjąć się ambitnej misji. Jego celem było "pokonanie" jak największej liczby przeciwników przy stole, i trzeba przyznać - szło mu znakomicie. Po kolei "wyłączał z gry" kolejnych zawodników, aż trzech padło jego ofiarą. Misję zakończył sukcesem, po czym spokojnie... wrócił rano do domu, jak gdyby nigdy nic.
To wydarzenie zapisało się w historii jako jedno z najbardziej udanych - rekordowa frekwencja, świetna atmosfera i pierwszy raz w cyklu Rychu CS Cup pojawiła się prawdziwa nagroda: skrzynka piwa dla zwycięzców. LAN przebiegł tak sprawnie, że na sam koniec zagraliśmy spontaniczny mecz dziesięcioosobowych drużyn. Czegoś takiego wcześniej po prostu nie było.
20/02/2016
Po poprzednim, rekordowym LAN-ie trudno było nie powtórzyć sukcesu. Skoro raz udało się zebrać rekordową ilość osób, nikt nie miał wątpliwości, że warto spróbować ponownie. I faktycznie, po raz kolejny stanęło na dwudziestu zawodnikach, czterech drużynach i pełnoprawnym turnieju w Darzlubiu.
Atmosfera była dokładnie taka, jakiej można się było spodziewać - wesoła, głośna i pełna emocji. Wszystko działało jak należy, a poziom organizacji tylko potwierdził, że te spotkania osiągnęły swoją dojrzałą formę. Każdy wiedział, po co przyjechał, ale przede wszystkim - po co się spotykamy.
Sportowo był to LAN jedyny w swoim rodzaju. Rywalizacja okazała się tak wyrównana, że do dziś wspomina się ją z niedowierzaniem - sześć meczów, z czego aż pięć zakończyło się remisem. O awansie do finału zadecydował zaledwie bilans trzech wygranych rund na korzyść drużyny Crafty.
01/10/2016
Pomysł na ten LAN narodził się naturalnie - z potrzeby rywalizacji i wspólnej zabawy. W tamtym czasie rozgrywki w tym tytule były mało popularne, ale sama gra dawała idealne warunki do lekkiej, sportowej rywalizacji w nieco olimpijskim duchu. Nikt nie potrzebował wymyślnego pretekstu - wystarczyło chcieć sprawdzić, kto tym razem okaże się najlepszym "olimpijczykiem".
Organizacja była prosta, wręcz symboliczna. Trzech graczy, sześć państw i zasady ustalone na miejscu - wystarczyło, by turniej nabrał rumieńców. Każdy miał po dwie drużyny, co tylko dodawało rozgrywkom dynamiki i nieprzewidywalności.
Choć sam przebieg nie zapisał się w pamięci żadnymi spektakularnymi zwrotami akcji, całość miała w sobie coś wyjątkowego. To był pierwszy raz, gdy spontaniczne olimpijskie granie przerodziło się w coś bardziej "oficjalnego".
12/11/2016
Po serii udanych spotkań postanowiliśmy zorganizować kolejnego LAN-a - jeszcze w tym samym roku. Wydawało się, że wszystko pójdzie gładko, ale tym razem frekwencja nieco spadła. Część ekipy wciągnęło już CS:GO, który w tamtym okresie przejmował scenę, a dla niektórych to spotkanie pojawiło się po prostu zbyt szybko. To był już drugi LAN w Darzlubiu w tym samym roku i pewnie dlatego entuzjazm był odrobinę mniejszy.
Organizacja przebiegła sprawnie - w końcu miejsce znaliśmy już na wylot, a mniejsza liczba uczestników tylko ułatwiła logistykę. Pierwszy raz postanowiliśmy też nieco odświeżyć mapy, dodając do puli kilka nowych lokacji. Pomysł wydawał się świetny, dopóki nie okazało się, że nie wszyscy wiedzą, którędy dojść do bombsite’a. Nowe mapy wprowadziły więcej zamieszania niż strategii, ale też sporo śmiechu.
Choć trudno było mówić o wielkich emocjach, ten LAN miał swoje znaczenie. Pokazał, że czasy się zmieniają - gry, ludzie i tempo życia. To był moment, w którym trzeba było zrozumieć, że nic nie trwa wiecznie, nawet lanowy rytuał, który przez lata wydawał się nie do ruszenia.
Na cześć gospodarza miejsca nazwaliśmy go Edek Cup - w końcu to on, jak przez ostatnie dwa LAN-y, udostępnił przestrzeń i dopilnował, by wszystko działało jak należy. Może nie był to największy ani najbardziej spektakularny LAN, ale z perspektywy czasu miał w sobie ten spokojny urok końca pewnej epoki.
01/03/2017
Poprzednie wydarzenie tego typu okazało się tak udane, że nikt nie miał wątpliwości, iż trzeba to powtórzyć. Tym razem jednak wszystko miało być "na poważnie". Więcej chętnych, większe emocje i prawdziwa rywalizacja - niektórzy nawet przygotowywali się wcześniej, jakby naprawdę w grę wchodziły medale.
Organizacja jak zawsze stała na poziomie - arkusze, zapisy, wyniki i cała otoczka, która miała nadać wydarzeniu sportowego charakteru. W praktyce jednak szybko wróciła dobrze znana tradycja - rywalizacja szła w parze z rosnącym poziomem promili, a koncentracja spadała proporcjonalnie do liczby otwartych butelek.
Atmosfera była wyśmienita, a emocje rosły z każdą konkurencją. Niektórzy z uczestników dali z siebie wszystko… aż za bardzo. Ostatecznie nie wszyscy dotarli do ostatniej dyscypliny - kilku zawodników "odpadło" w trakcie biegu na 1500 metrów, dosłownie i w przenośni.
03/03/2018
Spotkanie z Heroes III miało być próbą powrotu do klasyki - tytułu, który po latach zyskał drugą młodość i ponownie przyciągnął uwagę graczy. Pomysł wydawał się świetny, a format prosty i przejrzysty. W teorii wszystko miało zadziałać idealnie.
W praktyce… było zupełnie odwrotnie. Choć plan istniał, jego realizacja wymknęła się spod kontroli niemal od samego początku. Problemy techniczne, chaos organizacyjny i niekończące się dyskusje sprawiły, że trudno było stwierdzić, czy w ogóle toczy się jakiś turniej, czy raczej eksperyment społeczny.
Z przebiegu samego LAN-a nie zachowały się żadne konkretne wspomnienia - poza tym, że nikt nie wiedział, co właściwie się dzieje, i że mimo wszystko wszyscy byli w świetnych nastrojach. Można się domyślać, że pewne "czynniki zewnętrzne" miały w tym swój udział.
Choć wydarzenie nie zapisało się w historii jako wzór organizacji, miało swój niepowtarzalny urok. A morał? Prosty - pewnych gier i pomysłów lepiej nie przenosić na LAN-a… choć właśnie dzięki temu ten wieczór pozostaje niezapomniany.
02/06/2018
Spotkanie miało być proste - zebrać ekipę, odpalić kilka klasycznych shooterów i po prostu pograć jak dawniej. W czasach, gdy coraz mniej osób miało ochotę na spotkania offline, udało się zebrać dziesięcioosobową grupę chętnych, którym wciąż brakowało klimatu wspólnej gry przy jednym stole.
Atmosfera była dokładnie taka, jakiej można się było spodziewać - wesoła, głośna i, jak to często bywało, lekko zakrapiana.
Drużyny ułożyły się w sposób naturalny, ale nieprzypadkowy - jedną zorganizowali admini, a drugą ness. Ten podział dodał rywalizacji wyraźnego charakteru i sprawił, że każda mapa miała swój ciężar.
Choć podobnych "shooter nightów" odbyło się przez lata kilka, to właśnie ten miał najbardziej turniejowy charakter. To jedyne takie spotkanie, które zachowało się w pamięci - i w archiwach - jako przykład tego, że nawet w małym gronie można stworzyć coś, co zostaje na długo.
28/09/2019
Po prawie trzech latach przerwy i kilku rozmowach ze starymi weteranami LAN-ów postanowiliśmy znowu się spotkać. Nie planowaliśmy nic wielkiego - miało być po prostu "jak dawniej". Chcieliśmy zebrać choćby szesnastkę znajomych, ale tym razem to starzy gracze zaczęli zapraszać zupełnie nowe twarze. Zanim się obejrzeliśmy, lista urosła do dwudziestu osób.
LAN odbył się - jak za dawnych lat - u Rycha w salonie. Miejsce dobrze znane, sprawdzone i pełne historii, które pewnie pamiętały więcej rund niż niejeden serwer. Organizacja poszła sprawnie, bo każdy wiedział, co i jak. Atmosfera od początku była idealna - głośno, chaotycznie i z tą charakterystyczną energią, której nie da się podrobić.
Turniej był pełen energii, śmiechu i typowej lanowej rywalizacji na pełnej petardzie. Po raz pierwszy w historii przyznano też nagrodę dla MVP, którą zdobył nowy zawodnik - Dawid. Jego forma zaskoczyła wszystkich, a styl gry momentami przypominał najlepsze czasy dawnych mistrzów.
To spotkanie pokazało, że choć lata mijają, chęć wspólnej gry i emocje pozostają takie same. Może właśnie dlatego każdy z nas pamięta ten LAN jako dowód na to, że magia dawnych spotkań wciąż działa - wystarczy tylko zebrać ekipę i włączyć serwer.
18/06/2022
Po kilku latach przerwy spowodowanej pandemią w końcu udało się zorganizować kolejne spotkanie. Dla wielu osób była to długo wyczekiwana okazja, by znów usiąść ramię w ramię i poczuć klimat, którego żadna wirtualna rozgrywka nie potrafi zastąpić.
Choć pojawiło się kilka nowych twarzy, całość szybko złapała znany rytm - żarty, emocje, krzyki przy każdym clutchu i to nieuchwytne poczucie, że znów dzieje się coś, co zostanie zapamiętane. Nowa formuła wniosła trochę świeżości, ale duch dawnych LAN-ów pozostał nienaruszony.
To wydarzenie przypomniało wszystkim, że nawet po przerwie, wspólna gra wciąż łączy tak samo.
25/11/2023
Kolejny rok, kolejny LAN - zaczyna robić się z tego tradycja. Nikt już nie potrzebował specjalnego powodu, by się spotkać. Wystarczył termin, znajome twarze i świadomość, że znów będzie dokładnie tak, jak trzeba. System rozgrywek pozostał bez zmian - sprawdzony układ, trochę nerwów, sporo śmiechu i emocji do samego końca… choć tym razem ten "koniec" przyszedł nieco szybciej, bo po sześciu rundach było już jasne, kto zagra w fazie playoff.
Atmosfera jak zawsze gorąca - nie tylko przy komputerach. W specjalnie przygotowanym "stanowisku degustacyjnym" ruch był stały, a przerwy między meczami zamieniały się w towarzyskie sprinty po kolejną kolejkę. Dla niektórych skończyło się to chwilą "regeneracji" w trakcie rozgrywek, ale nikt nie miał o to pretensji - w końcu to też część tradycji.
Plotki głosiły, że jedna z drużyn przygotowywała się do LAN-a z wyprzedzeniem, ćwicząc taktyki i zgrywanie zespołu. Na ile to pomogło - trudno powiedzieć, bo jak zwykle losy turnieju rozstrzygały się nie tylko przy myszkach, ale i przy kieliszkach.
Pierwszy raz w historii przygotowano medale dla trzech najlepszych drużyn, a całe wydarzenie uwieczniono w kolejnej znakomitej produkcji wideo autorstwa Reda. To właśnie takie momenty przypominają, dlaczego te spotkania wciąż mają w sobie tyle uroku - trochę chaosu, trochę tradycji, ale zawsze ten sam klimat.
23/11/2024
To był jeden z tych momentów, które od początku było czuć, że będą wyjątkowe. Klasyczny wrzesień, kilka wiadomości od znajomych z pytaniem "kiedy znowu LAN?" - i decyzja zapadła. Tym razem jednak ambicje były większe: planowano zebrać 24 osoby, stworzyć sześć drużyn i zorganizować coś, co od lat pozostawało tylko w sferze pomysłów. Skończyło się jeszcze lepiej - zamiast 24 graczy, pojawiło się ich aż 30. To już nie był zwykły LAN. To było pełnoprawne wydarzenie.
Organizacja chwilami przerastała samych organizatorów. Dotychczas wszystko odbywało się niemal automatycznie, według dobrze znanych schematów. Teraz trzeba było wymyślić wszystko od nowa - od ustawienia stanowisk i sprawdzenia mocy przyłączeniowej, po opracowanie systemu rozgrywek. Zagrano ligę każdy z każdym, po dwa spotkania, a emocje od pierwszych rund sięgały zenitu. Z czasem - jak to zwykle bywa - do głosu zaczęła dochodzić "dyspozycja dnia", ściśle powiązana z częstotliwością wizyt w barze.
Poziom sportowy był jednak naprawdę wysoki. Składy zostały dobrze dobrane, choć jedna drużyna wyraźnie zdominowała resztę. Coraz więcej graczy podchodziło do LAN-ów z prawdziwym zaangażowaniem - taktyki, treningi, przygotowania. Coś, co kiedyś było luźną zabawą przy piwku, stało się formą rywalizacji z prawdziwego zdarzenia.
Całość miała też swój emocjonalny akcent. Na początku wydarzenia pojawiła się niespodzianka - symboliczne podziękowanie dla organizatorów za wszystkie lata wspólnego grania. Chwila szczera i prosta, ale wyjątkowa - nawet najbardziej zaprawieni w bojach uczestnicy mieli w oczach błysk wzruszenia.
A z ciekawszych momentów - po raz pierwszy - gospodarz, Rychu, co jakiś czas zaglądał z uśmieszkiem, by sprawdzić, jak idzie organizacja… i oczywiście wznieść toast za kolejną udaną edycję. Jak zawsze, wszystko zwieńczył filmik autorstwa Reda - pełen emocji, śmiechu i wspomnień, które po latach jeszcze długo będą przywoływać tamten klimat.
To był LAN, który pokazał, że mimo zmian, mimo upływu lat, wszystko wciąż działa tak, jak dawniej - tylko na nieco większą skalę.
23/08/2025
LAN został zorganizowany z okazji kawalerskiego Reda i był jedną z wielu niespodzianek, której kompletnie się nie spodziewał. Dodatkowo po raz pierwszy wystąpił w roli komentatora - coś, co zawsze chciał zrobić i co w końcu udało mu się zrealizować.
Zachował się stream z tamtego dnia, który do dziś oddaje klimat tamtego wieczoru - pełnego śmiechu, emocji i luźnej, imprezowej atmosfery.
To wydarzenie na pewno wszyscy zapamiętają, bo przywołało stare, sentymentalne czasy, kiedy każdy wpadał "z bomby" i po prostu świetnie się bawił. A reszta… cóż - zgodnie ze starym przysłowiem, to co wydarzyło się na LAN-ie, zostaje na LAN-ie.
22/11/2025
LAN, o którym wspomina się do dziś, zaczął się zupełnie niewinnie - jak zawsze od kilku wiadomości, luźnych planów i tej znanej wszystkim nadziei, że znowu uda się zebrać ekipę. Nikt jednak nie przewidział, że tym razem padnie kolejny nieformalny rekord frekwencji. Po poprzedniej edycji, kiedy pojawiło się 30 osób, wydawało się, że trudno będzie to przebić. A jednak przyszło ich jeszcze więcej - 40 graczy, każdy z własną historią, sprzętem i oczekiwaniami, które razem stworzyły atmosferę większą niż wszystkie wcześniejsze spotkania.
Wraz z tłumem przyszło też więcej zamieszania, więcej śmiechu i, oczywiście, więcej klasycznych lanowych przygód. Była i ta obowiązkowa awaria sprzętu, i te małe, absurdalne epizody, które później krążą w opowieściach przez długie miesiące. Mimo zwiększonego chaosu wszystko działało jakby podtrzymywane niewidzialną siłą ludzi, którzy wiedzą, że nawet największe potknięcia można obrócić w żart - a czasem w legendę.
Dużą część tej magii tworzyli ci, którzy poświęcili swój czas i energię, żeby to spotkanie w ogóle mogło się wydarzyć. Jedni organizowali transport, inni nosili stoły, kolejni ogarniali kable i sprzęt, a jeszcze inni przyprowadzali ze sobą całe grupy nowych uczestników. Do tego doszły drobne gesty wdzięczności i niespodzianki, które w subtelny sposób przypominały, że LAN to nie tylko rywalizacja, lecz także wspólne przeżywanie czegoś, co z pozoru jest zwykłą zabawą.
A gdy emocje opadły, zostało wrażenie, że społeczność tworząca ten projekt z roku na rok robi coś naprawdę wyjątkowego. Rekordy przychodzą i odchodzą, wyniki meczów szybko się zacierają, ale poczucie wspólnoty - to trwa. Ten LAN znów udowodnił, że mimo rosnącej skali i nowych twarzy wszystko wciąż zachowuje swój charakter, ten niepodrabialny klimat, który ciężko opisać, a łatwo rozpoznać. I może właśnie dlatego mówi się o nim jak o jednym z tych, w których naprawdę czuć było, że tworzy się mała tradycja.