Drugi LAN poświęcony StarCraftowi II był naturalną kontynuacją poprzedniego - nikt nie musiał nikogo przekonywać, że warto to powtórzyć. Nadciągający dodatek do gry był idealnym pretekstem, by jeszcze raz zasiąść przy komputerach i sprawdzić, kto przez ten czas naprawdę doszlifował swoje makro. Format pozostał ten sam - prosto, kameralnie, z odrobiną sportowej ambicji i pełną świadomością, że najważniejsze i tak będzie wspólne granie.
W porównaniu z pierwszym spotkaniem pojawiło się kilka zmian. Niektórzy porzucili swoje dotychczasowe rasy, szukając nowych pomysłów na zwycięstwo, a wśród uczestników pojawiła się też świeża twarz na naszej scenie SC2. Organizacja przebiegła bez zaskoczeń - każdy wiedział, co robić, gdzie siedzieć i jaką ścieżkę rozwoju wybrać.
Atmosfera była równie dobra jak poprzednio - może nieco spokojniejsza, ale wciąż z tym samym luzem, żartami i rozmowami przy monitorach, które trwały dłużej niż niejedna rozgrywka. Wszyscy wiedzieli już, że nie chodzi o wynik, tylko o to, żeby znów przez kilka godzin poczuć się jak wtedy - gdy liczyła się strategia, refleks i wspólne śmiechy po zbyt ryzykownym ataku.
Drugi StarCraftowy LAN nie próbował niczego zmieniać ani poprawiać. Po prostu potwierdził, że pewne pomysły działają najlepiej wtedy, gdy są proste. I że czasem wystarczy jeden wieczór, żeby znowu przypomnieć sobie, dlaczego to wszystko tak lubimy.
1st
2nd
3rd